Lepiej późno… Za to z hukiem!

Opublikowane 17.05.2017

Testujemy Mercedesa Klasy E All-Terrain 

Lepiej późno… Za to z hukiem!

Mercedes bardzo długo opierał się prowokacjom konkurencji i nie przerabiał swoich modeli kombi na uterenowione wersje. Takie jak Audi Allroad. Ale nowa klasa E to także nowa polityka.

Nowa klasa E – zarówno sedan, jak i kombi – okazała się po prostu fenomenalnym autem. Nawet jeśli wielu malkontentów narzeka wciąż, że jeszcze tu coś nie tak, a tam można lepiej… Umówmy się: idealnych samochodów nie ma. Ale z pełną odpowiedzialnością za swoje słowa powiem, że tak blisko ideału nie był jeszcze żaden Mercedes, a i wśród innych marek znalazłoby się najwyżej kilka tak znakomicie wymyślonych, skonstruowanych i narysowanych aut.

A skoro tak – to dlaczego nie zrobić czegoś zupełnie nowego? I w ten sposób w pół roku po premierze „cywilnej” klasy E Mercedes pokazał jej wszechstronniejszy wariant: kombi o nazwie All-Terrain. I o ile testując odmianę bazową, konwencjonalną, miałem wrażenie obcowania z niemal absolutem, w przypadku tego stopnia wyżej po prostu chwilami brakowało mi słów. Bo auto jest zachwycające pod właściwie każdym względem (dlaczego nie każdym, zobaczycie w ostatnim zdaniu artykułu).

Samochód seryjnie jest wyposażony w pneumatyczne, genialnie pracujące zawieszenie, które potrafi zarówno wieźć swój „towar” niczym na latającym dywanie, jak też po przestawieniu wyboru trybu jazdy na Sport stanąć w szranki z bardzo nawet rasowymi urządzeniami – albo po wybraniu trybu terenowego „stanąć na palcach” o przejechać bezproblemowo przez teren, w jaki wjeżdżałbym z duszą na ramieniu poważnym SUV-em (testowałem i wiem, co mówię!).

Jako All-Terrain Mercedes ten zachował wspaniały układ kierowniczy i charakterystykę jezdną, która jest tyleż dynamiczna, co komfortowa i precyzyjna zarazem. Seryjna automatyczna skrzynia biegów o 9 przełożeniach właśnie w tym aucie ma premierę najnowszego oprogramowania, które usuwa wszelkie niedostatki tej konstrukcji – jak pewna ospałość, po której już nie ma śladu. Napęd na 4 koła (także standard) nie pozwala na jakiekolwiek braki w trakcji. Zaś w wyposażeniu może się znaleźć po prostu wszystko,
co wymyślono dotąd w dziedzinie bezpieczeństwa i nowoczesności – oraz, oczywiście, komfortu. Wielka, luksusowa kabina i ogromny bagażnik dopełniają obrazu wymarzonego auta rodzinnego, które może jeździć z prześwitem identycznym jak konwencjonalna wersja, ale może się też unieść o 3 cm, co w połączeniu z kołami o średnicy większej o niemal 3 cm daje już bardzo poważną różnicę – nie tylko podczas prób zjazdu z jezdni.

Wielka szkoda, że na razie jest tu tylko do wzięcia jeden silnik – genialny turbodiesel 2.0 o mocy 190 KM i niesamowitych osiągach przy oszałamiającej wydajności.

Tekst: Maciej Pertyński

 

 

Tagi:
samochód
Oceń artykuł
00%
00%
Komentarze
dodaj komentarz
Opublikuj
Nie ma jeszcze komentarzy, bądź pierwszy.
więcej komentarzy