The Frame pół roku później

Opublikowane 19.02.2018

Dla kogo powstał Samsung The Frame?

The Frame pół roku później

Telewizor nieoczywisty, który jednych zachwyci, a inni przejdą obok niego obojętnie. Dla kogo stworzono The Frame?

Pod koniec ubiegłego roku Samsung z wielką pompą zaprezentował swój najnowszy, intrygujący telewizor. The Frame miał być czymś niezwykłym, zaprojektowano go jako technologiczne dzieło sztuki, luksusową i interaktywną ozdobę salonu. Postanowiliśmy jeszcze raz mu się przyjrzeć i zastanowić się, do kogo tak naprawdę jest skierowany.

Jeśli kupujesz telewizor aby oglądać na nim filmy, wybierz inny model. Za mniejsze pieniądze kupisz QLED-a albo OLED-a o identycznej przekątnej, które wyświetlą znacznie lepszy obraz. The Frame nie jest sprzętem dla kinomanów, do gadżet dla osób pragnących na co dzień otaczać się sztuką.

Sztuka z ekranu

Tym co wyróżnia go na tle konkurencji, jest nietypowy wygląd, który ma upodobnić go do prawdziwego obrazu: Samsung zaprojektował dyskretną ramę montażową, dzięki której zawieszony The Frame dotyka ściany.

Aby jeszcze bardziej oszukać odbiorcę i zamaskować prawdziwy charakter urządzenia, Samsunga można wyposażyć w kolorowe ramy (białą, beżową lub orzechową) przypominające te, w które oprawia się obrazy. To genialne rozwiązanie, choć brakuje mi w ofercie Samsunga nieco mniej nowoczesnych i ascetycznych modeli.

Z drugiej strony jeśli ktoś kupuje taki luksusowy gadżet, może po prostu zlecić ramiarzowi oprawienie go w taki sposób, aby jak najlepiej pasował do naszego wnętrza.

Sztuka na żądanie

The Frame wyposażono w aplikację stworzoną do wyświetlania zdjęć, obrazów oraz grafik. Odpal ją, a otrzymasz dostęp do bogatej kolekcji prac podzielonych na najróżniejsze kategorie tematyczne (architektura, rysunek, krajobrazy etc). Chciałbym powiedzieć, że każdy znajdzie tu coś dla siebie, ale wybór prac jest dość specyficzny. Postawiono na mniej znanych artystów oraz nieoczywiste prace, o których na pewno nie uczono cię w szkole.

To dość ciekawe zagranie, które najlepiej unaocznia nam, do kogo skierowany jest ten model. Osoby tak bardzo nieobyte ze sztuką jak ja, chętnie wyświetliłyby jakiś landschafcik, dzieła klasyków renesansu czy ograne do bólu panoramy miast. Domyślnie takich materiałów tam nie znajdziemy, co wcale nie jest takie złe – twoi goście prędzej nabiorą się na to, że masz na ścianie 55-calowy szkic mniej znanego artysty niż miniaturową reprodukcję Bitwy pod Grunwaldem. A w The Frame chodzi przede wszystkim o to, aby oszukać zmysły i przekonać odbiorcę, że patrzy na dzieło sztuki, nie na telewizor.

Ekspozycja to podstawa

Aby to osiągnąć, zastosowano kilka sprytnych sztuczek. Obrazy możemy umieszczać w różnokolorowych passe-partout, wyświetlać na pełnym ekranie albo udawać, że są przyklejone na papierze. Rewelacyjny pomysł, choć muszę przyznać, że ma kilka drobnych wad.

Zacznijmy od tego, że zarówno passe-partout, jak i papierowy podkład pod zdjęcia wyglądają nieco sztucznie, od razu widać, że mamy do czynienia z grafiką komputerową. Wszystko przez to, że są idealnie wymuskane, a światło załamuje się na nich zbyt gładko. Z tego powodu wolałem wyświetlać obrazy na pełnym ekranie, wtedy immersyjność odbioru była znacznie większa.

Kiepsko działa także system dopasowywania treści do passe-partout – zamiast przeskalowywać cały materiał do nowych rozmiarów, ramka zasłania jego część. Tak nie powinno się dziać, zwłaszcza jeśli mamy do czynienia ze sprzętem skierowanym do wymagającego klienta. Obrazy stanowią integralną całość, nie można ucinać ich, jak nam się podoba.

O wiele lepiej sprawdza się natomiast system inteligentnego dopasowania jasności. Czujniki The Frame na bieżąco analizują ilość światła padającą na matrycę i automatycznie dobierają optymalne podświetlenie. W trybie prezentacji The Frame świeci znacznie słabiej niż podczas oglądania filmów, dzięki czemu lepiej imituje obrazy. Sprawdza się to zwłaszcza w trakcie dnia, po zmierzchu efekt jest nieco słabszy, gołym okiem widać, że mamy do czynienia ze świecącą powierzchnią.

Ale bardzo łatwo można to zamaskować – wystarczy umieścić ponad telewizorem niewielkie reflektory i skierować ich światło na ścianę. Ten prosty trik oszuka nasze oczy, a odbiorca będzie przekonany, że patrzy na prawdziwe dzieło sztuki.

Iluzję nieznacznie psuje także sama matryca o niezbyt dużych kątach widzenia – kiedy spojrzymy na ekran od boku, kolory wyblakną, zdradzając prawdziwą naturę The Frame. Po cichu liczę na to, że nowa technologia Samsunga, microLED, rozwiąże ten problem na dobre i The Frame 2 będzie jeszcze lepszy.

Więcej treści

Gdyby Samsung dawał dostęp wyłącznie do tych kilkudziesięciu obrazów, nie warto byłoby zawracać nim sobie głowy. Na szczęście projektanci dali nam możliwość wgrywania zdjęć i dowolnego ich oprawiania. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby wyświetlić na The Frame treści. A to jeszcze nie koniec możliwości, jakie roztacza przed nami ten sprzęt.

Choć domyślnie nie znajdziemy w The Frame dzieł klasyków, Samsung oddaje w nasze ręce usługę Art Store. W zamian za opłacanie abonamentu w wysokości 21 złotych miesięcznie otrzymamy dostęp do znacznie szerszej bazy, w której znajdziemy m.in. prace Da Vinciego, Friedricha, Moneta, Gauguina czy Caravaggia.

Uważasz, że równie dobrze możesz ściągnąć obrazy mistrzów z internetu? Owszem, ale mocną stroną Art Store jest coś jeszcze – serwis daje ci dostęp do czasowych wystaw z całego świata, np. do kolekcji chińskiego artysty Cai Quo-Qiang’a z muzeum Prado. Nie wychodząc z domu możesz zwiedzać galerie oddalone od twojego miasta o tysiące kilometrów. Miłośnicy sztuki będą zachwyceni.

To sztuka, nie telewizor

Pod żadnym pozorem nie stawiaj go na nóżkach, które znajdziesz w pudełku. Dokup podstawkę w formie sztalugi albo od razu powieś na ścianie. Ale nie wieszaj go na wysokości wzroku osoby siedzącej na kanapie, nie tak eksponuje się dzieła sztuki. Jeśli powiesisz go tuż nad półką RTV, nikt nie uwierzy w to, że The Frame to obraz. Powieś go znacznie wyżej, na linii wzroku stojącego odbiorcy. Tylko w ten sposób uchwycisz jego prawdziwe piękno.

Niestety, takie rozwiązanie ma swoje wady: oglądanie filmów z głową nieustannie uniesioną ku górze nie będzie zbyt wygodne, podobnie jak korzystanie z telewizora na stojąco.

Zdaniem Stuffa

The Frame to przede wszystkim przepiękna ozdoba salonu. Jeśli filmy oglądasz sporadycznie i nie chcesz, aby twoje mieszkanie przez większość czasu szpecił paskudny czarny prostokąt – kup go, nie pożałujesz. Doskonale sprawdzi się także w sypialni – na co dzień wyświetlając obrazy, a w nocy pozwalając oglądać filmy tuż przed zaśnięciem.

Ale jeśli w twoim domu ktoś bez przerwy coś ogląda, lepszym wyborem będzie zakup QLED-a albo OLED-a w podobnej cenie.

Tagi:
Samsung The Frame sztuka telewizor obraz
Oceń artykuł
00%
00%
Komentarze
dodaj komentarz
Opublikuj
Nie ma jeszcze komentarzy, bądź pierwszy.
więcej komentarzy