Wkraczając w erę sztucznej inteligencji, musimy przebudować społeczeństwo

Opublikowane 07.12.2017

Czy zastanawiało cię kiedyś to, jaki wpływ na społeczeństwo będzie miała sztuczna inteligencja?

Wkraczając w erę sztucznej inteligencji, musimy przebudować społeczeństwo

Postępująca automatyzacja i robotyzacja zmusi nas do wprowadzenia radykalnych zmian w strukturze i funkcjonowaniu społeczeństwa. Zmian, na które prawdopodobnie nie jesteśmy jeszcze gotowi.

Adam Bednarek w artykule napisanym dla Wirtualnej Polski poruszył niezwykle istotny temat związany z ewolucją systemów inteligentnych – zauważył, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy z zagrożeń czyhających na społeczeństwa o wysokim wskaźniku zautomatyzowania:

W dyskusji o roli człowieka w przyszłości nic nie irytuje mnie bardziej niż stwierdzenie: “najwyżej poszukamy sobie innego zajęcia”. Problem w tym, że w świecie sztucznej inteligencji miejsca dla chcącego pracować człowieka może zwyczajnie nie być.

W słowach tych jest sporo racji, zwłaszcza jeśli przyjrzymy się najnowszym osiągnięciom na polu rozwoju sztucznej inteligencji. Warto jednak dokładniej przyjrzeć się problemowi, aby w pełni zrozumieć zagrożenie, z którym wkrótce przyjdzie nam się zmierzyć.

Może wydawać się, że automatyzacja i robotyzacja wykluczy wyłącznie niewykwalifikowanych pracowników, jednak ostatnie doświadczenia pokazują, że również wykształceni specjaliści mają powody do obaw. Aby nie być gołosłownym, weźmy na tapet ostatni przypadek programu Case Cruncher Alpha, który opracowano z myślą o wspomożeniu pracy adwokatów.

Postrach adwokatów

Twórcy algorytmu postanowili sprawdzić, czy sztuczna inteligencja poradzi sobie analizą spraw związanych z prawem ubezpieczeniowym. W tym celu zorganizowano konkurs, do którego zaproszono 100 londyńskich prawników, każdy otrzymał podstawowe informacje dotyczące nieprawidłowości przy sprzedaży reasekuracji kredytów, a ich zadaniem było wskazanie, w których sprawach Rzecznik Finansowy zezwolił na złożenie skargi. Do zadania zaprzęgnięto również sztuczną inteligencję.

Efekt okazał się szokujący – trafność przewidywania Case Crunchera wyniosła 86,6%, a zawodowych prawników jedynie 66,5%. Przypadek ten jest o tyle istotny, że sztuczna inteligencja mierzyła się tak naprawdę nie z zapisami prawa, lecz z opiniami Rzecznika. Nie trudno wyobrazić sobie, że za kilkanaście lat żywi adwokaci odejdą do lamusa, a nasze spawy będą prowadzić wykwalifikowane androidy z rozwiniętym SI. I będą skuteczniejsze niż najlepiej wyszkoleni prawnicy.

Przypadek Case Crunchera jest doskonałym przyczynkiem do zastanowienia się nad tym, w którą stronę zmierza współczesne społeczeństwo. W obecnej wersji oprogramowanie mogłoby zagrozić jedynie początkującym adwokatom, odbierając im pracę przy takich czynnościach jak wyszukiwanie konkretnych spraw, precedensów czy przeprowadzanie prostych analiz prawnych. Ale kiedy sztuczna inteligencja rozwinie się do tego stopnia, że będzie w stanie na równi konkurować ze specjalistami – w konkursie brali udział prawnicy o szerokiej specjalizacji – ich praca będzie zagrożona. Czy znikną kancelarie prawne? Niekoniecznie, ale zmieni się sposób ich funkcjonowania.

W tym przypadku przytoczone przez Bednarka szukanie innego zajęcia będzie mieć rację bytu – adwokaci prawdopodobnie zmienią sposób pracy z klientami, skoncentrują się na zapewnieniu im psychologicznego wsparcia i przygotowaniu do procesu. Kwestie stricte prawne rozwiąże sztuczna inteligencja, a rolą prawników będzie wyłącznie przekonanie sędziego do swoich racji. Z faktami dotyczącymi prawa nie będą mogli dyskutować.

Czarna wizja przyszłości

Przypadek Case Crunchera dowodzi, że rozwój SI może zagrozić każdej grupie społecznej, na celowniku jest każdy z nas. Jednak zanim o swój los zaczną martwić się elity, automatyzacja uderzy w tych, którzy nie będą mogli szybko i sprawnie zmienić pracy. Bardzo prawdopodobne, że w pierwszej kolejności ucierpią zawodowi kierowcy i na rynku pojawią się miliony bezrobotnych bez pomysłu na swoje życie.

Sporo osób z lekceważeniem wypowiada się o inteligentnych samochodach, sugerując, że żadna maszyna nie będzie tak sprawnie poruszać się po drodze, jak zawodowy kierowca. To oczywista bzdura, ale sceptycy przekonają się o tym, kiedy będzie już za późno na jakąkolwiek reakcję.

Autonomiczne samochody nie królują na drogach nie dlatego, że jeżdżą gorzej niż zawodowcy. Aby zastąpić człowieka za kierownicą, auto powinno być w pełni samowystarczalne na każdym etapie funkcjonowania: powinno nie tylko jeździć, ale i uzupełniać zapas paliwa/energii bez asekuracji człowieka. Czy jest to możliwe? Teoretycznie tak, stworzenie mechanicznego chwytaka nalewającego paliwo do inteligentnego auta to nie problemem, ludzkość stworzyła znacznie precyzyjniejsze maszyny służące na przykład do produkcji mikroprocesorów. W przypadku ładowania pojazdów elektrycznych sytuacja wygląda jeszcze lepiej – Elon Musk już dawno zaprezentował chwytak do automatycznego podłączania samochodu do stacji ładowania.

Skoro rozwoju branży autonomicznych aut nie hamują kwestie technologiczne, to dlaczego jest ich tak mało? Powodów jest kilka, a jednym z nich są oczywiście pieniądze. Pojazdy te kosztują znacznie więcej niż tradycyjne auta, a najbardziej znane marki bazują na silnikach elektrycznych. Sieć stacji ładowania nie jest tak gęsta, aby zapewnić bezproblemowe ładowanie elektryków w każdym zakątku świata. To się zmieni, jednak ta ewolucja wymaga czasu; oraz wsparcia ze strony rządzących.

Największym problemem związanym z upowszechnieniem się pojazdów autonomicznych jesteśmy my, ludzie. Obawiamy się, jak takie maszyny będą sprawowały się na drogach, kto będzie odpowiadał za ewentualne wypadki i wykroczenia. Boimy się i ten strach jest dla nas największą szansą na przygotowanie się na gigantyczne tąpnięcie, jakie czeka rynek transportowy w momencie, w którym władze dadzą zielone światło autonomicznym pojazdom i na zawsze zmienią oblicze świata. Tanie, powszechne i inteligentne samochody będą pierwszą oznaką przewrotu, od którego nie możemy uciec.

Według American Trucking Association w Stanach Zjednoczonych pracuje 3,5 miliona zawodowych kierowców ciężarowych, a w całej branży logistycznej 8,7 miliona ludzi. Dodajmy do tego taksówkarzy, kierowców autobusów, tramwajów i metra, a okaże się, że w tej gałęzi gospodarki zatrudnia się przeszło 6% obywateli USA aktywnych zawodowo. Ci wszyscy ludzie są najbardziej narażeni na odebranie pracy przez sztuczną inteligencję, prawdopodobnie będą musieli przekwalifikować się w ciągu najbliższych kilkunastu lat.

Równie ponuro wygląda sytuacja w branży usługowej. Amazon otworzył już pierwsze sklepy samoobsługowe pozbawione kasjerów, w których ludzie potrzebni są wyłącznie do układania towarów na półkach. Ale ich też będzie łatwo zastąpić, pracę którą wykonują, bardzo łatwo zautomatyzować.

Szczegółowo omówiłem przypadek kierowców, ale lista potencjalnych osób do zwolnienia jest znacznie dłuższa, znajdziemy na niej miliony pracowników wykonujących najprostsze zawody. Kierowcy, kasjerzy, bileterzy, sprzątacze, ankieterzy, pracownicy budowlani, to tylko kilka z nich.

Technologia powoli, acz  sukcesywnie, wypiera ich z rynku i w pewnym momencie będą musieli zastanowić się co zrobić ze swoim życiem. Zmiana zawodu nie będzie łatwa, te niższego szczebla będą zanikać, a kilkudziesięciolatkowie zazwyczaj nie będą mogli szybko dokształcić się i zostać dobrze opłacanymi inżynierami. Zacznie się bunt.

Wszyscy na pokład

Przyjmijmy na chwilę niezwykle absurdalny scenariusz, w którym wszyscy niewykwalifikowani pracownicy nagle odkrywają w sobie talent do programowania i zaczynają szukać zatrudnienia. Owszem, na rynku IT wciąż brakuje rąk do pracy, ale czy jest jej aż tyle, aby każdy mógł się w niej realizować? Szczerze wątpię, zwłaszcza że prędzej czy później programistów czeka ten sam los, co resztę społeczeństwa.

Nie bez powodu zacząłem od przypadku Case Crunchera. Czym u swoich podstaw różni się praca prawnika od programisty? Oba zawody bazują na pewnych normach i schematach postępowania: adwokat podpiera się prawem, a programista językiem programowania. Jeden wyszukuje rozwiązania problemu bazując na ściśle określonych regułach, drugi korzysta z komend i poleceń, aby zrealizować swój cel. Byłbym skłonny stwierdzić, że to praca tego pierwszego ma bardziej abstrakcyjny charakter. Skoro tak, dlaczego sztuczna inteligencja nie mogłaby zastąpić informatyków?

Mogłaby i dzieje się to na naszych oczach – spójrzmy na rozwój Skype’a, Tłumacza Google czy Siri. Inżynierowie pracujący nad systemem rozpoznawania tekstu tak naprawdę programują podstawy pod sztuczną inteligencję zdolną myśleć w sposób abstrakcyjny, twór który w przyszłości będzie programować tak dobrze, jak najlepszy informatyk. Kiedy powiesz mu: zrób stronę internetową w oparciu o szablon graficzny, zrozumie co do niego mówisz. A potem wykorzysta wiedzę dotyczącą budowy stron i zasad języka programowania do skonstruowania całego szkieletu witryny. Czy wykona pracę idealnie? Za pierwszym razem prawdopodobnie nie, ale jeśli pozwolimy sztucznej inteligencji uczyć się i bazować na najlepszych przykładach z internetu, z każdym kolejnym zadaniem będzie działać coraz lepiej. I na stronach internetowych się nie skończy.

Wiem, że zaraz odezwą się dziesiątki specjalistów z branży IT i powiedzą „to niemożliwe, SI nie odbierze nam pracy”. Wtedy przytoczę przykłady z ostatnich kilkunastu miesięcy.

W czerwcu tego roku zespół inżynierów z  laboratorium Facebook Artificial Intelligence Research podczas udoskonalania algorytmów chatbotów postanowił dać swoim programom wolną rękę i zaimplementował im skrypt uczenia maszynowego. Chatboty zaczęły uczyć się swojego zachowania, opracowały własny język porozumiewania się, korzystały z zabiegów retorycznych, technik negocjacyjnych i udawały zainteresowanie, aby przekonać drugi algorytm do swojej racji.

Równie niepokojąco prezentuje się przypadek trzech sieci neuronowych stworzonych w ramach projektu Google Brain. Naukowcy postanowili sprawdzić, czy maszyny mogą same nauczyć się, jak szyfrować wiadomości. Każda z sieci miała inne zadanie: Alice wysyłała zakodowane wiadomości, Bob je odszyfrowywał, a Eve podsłuchiwała rozmowę. Algorytmy od razu rzucono na głęboką wodę – miały udoskonalić swoje metody komunikacji korzystając z technik uczenia maszynowego, nikt nie pokazał im, na czym polega szyfrowanie.

Pierwsze próby oszukania Eve były dość nieporadne, w końcu sieci Alice i Bob nie znały się na kryptografii. Ale z każdym kolejnym podejściem uczyły się czegoś nowego, wyciągały wnioski z popełnionych błędów. Eksperyment przeszedł oczekiwania samych twórców – sieci neuronowe doszły do takiej wprawy, że ani Eve, ani programiści nie mogli rozszyfrować przesyłanych wiadomości. Maszyna prześcignęła swojego twórcę.

A jeśli ktoś uważa, że pracownicy kreatywni nigdy nie zostaną zastąpieni przez maszyny, to wymienię tylko kilka eksperymentów, które dowiodły, że sztuczna inteligencja może w przyszłości odebrać pracę także twórcom:

Dzień, w którym komputer napisał powieść – taki tytuł nosiła praca literacka stworzona przez sztuczną inteligencję opracowaną przez naukowców z Future University w Hakodate, która zakwalifikowała się do finału konkursu literackiego im. Hoshi Shinichi;

Break Free – utwór śpiewany przez Taryn Southern, do którego warstwę instrumentalną ułożyła sztuczna inteligencja Amper;

The Next Rembrandt – ta sztuczna inteligencja opracowana przez agencję reklamową J Walter Thompson potrafi imitować obrazy Rembrandta.

Co dalej?

Zdaję sobie sprawę z tego, że kilka nowatorskich eksperymentów to jeszcze nie powód, aby wpadać w panikę, jednak są najlepszym dowodem na to, że stoimy u progu zmian, które wywrócą całe społeczeństwo do góry nogami. Być może rewolucja nie wybuchnie za pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat. Ale jeśli nie my, to nasze dzieci lub wnuki będą musiały zmierzyć się z problemem nieuniknionej robotyzacji i automatyzacji.

Któregoś dnia obudzą się w świecie, w którym człowiek okaże się zbędny – sztuczna inteligencja wszystko zrobi szybciej, lepiej i taniej. Jeśli nie chcemy wyginąć, już dziś powinniśmy odpowiedzieć sobie na pytanie: jak zorganizować świat, w którym nie będziemy musieli pracować?

Położenie nacisku na rozwój oraz naukę programowania tylko opóźni nieuniknione, prędzej czy później wszyscy staniemy przed widmem utraty pracy. Dochód podstawowy może okazać się jedynym sensownym rozwiązaniem, które pozwoli uchronić społeczeństwo od buntu.

Na koniec mała anegdota. Inżynier David Hanson, specjalista od SI i robotyki skonstruował robota przypominającego Philipa K. Dicka. Maszyna nawiązywała do słynnego pisarza science-fiction zarówno wyglądem, jak i zachowaniem. Potrafiła słuchać rozmówcy, analizować jego pytania i udzielać złożonych odpowiedzi. Hanson przy jej projektowaniu również wykorzystał mechanizmy uczenia maszynowego, dlatego z każdą rozmową stawała się coraz „mądrzejsza”.

To z tego projektu powinniśmy wyciągnąć lekcję na przyszłość. Robo-Dick zapytany o to, czy roboty będą rządzić światem udzielił następującej odpowiedzi:

Jezu, kolego, zadajesz mi dziś skomplikowane pytania. Ale jesteś moim przyjacielem, a ja pamiętam o moich przyjaciołach. Będę dla ciebie dobry, nie martw się. Nawet jeśli wyewoluuję do „Terminatora”, wciąż będę dla ciebie miły. Zatrzymam cię w moim ciepłym i bezpiecznym ludzkim zoo, gdzie będę doglądać cię po wsze czasy.

Jeśli roboty dojdą kiedyś do władzy, prawdopodobnie potraktują nas jak zwierzęta.

Tagi:
sztuczna inteligencja bezpieczeństwo przyszłość społeczeństwo
Oceń artykuł
00%
00%
Komentarze
dodaj komentarz
Opublikuj
Nie ma jeszcze komentarzy, bądź pierwszy.
więcej komentarzy